| Zadbać o siebie - zadbać o świat |
|---|
| Posted on Thu 07 Sep 2006 by Admin (547 reads) |
|
Rozmawiają: Ryszard Kulik, Joanna Rychter,
Ryszard Kulik: Czym dla Ciebie jest dzikie życie, czy dzika przyroda? Tanna: To chyba nie jest dla nie to samo, bo jeżeli pytasz o moje dzikie życie, to ja mówię, że to jest coś co mi w duszy gra, to są emocje, impulsy, pragnienia, żeby pójść gdzieś w dzikie ostępy, żeby się gdzieś zaszyć, żeby, tak jak ta moja niedźwiedzica przetrwać w jaskini przez jakiś czas, żeby się zanurzyć w swoje wnętrze w poszukiwanie swojej prawdy, żeby docierać jak najgłębiej. I dopiero wtedy wyjść z powrotem na ścieżkę, kiedy coś jasno zobaczę, czy kiedy poczuję coś głębiej. Dla mnie dzikie życie jest więc moim wewnętrznym szaleństwem i żarliwością w poszukiwaniu najgłębszego kontaktu ze sobą i z przyrodą, z naturą; jest docieraniem do źródeł. R.K.: Jaki jest związek między tym docieraniem do siebie, a dziką przyrodą? Jak to powiązać ze sobą? Pytam o to, bo istnieje tutaj pewne niebezpieczeństwo. Otóż w tym dochodzeniu do siebie i ciągłym skupianiu się na sobie może przejawiać się nasz narcyzm. My ciągle zajmujemy się sobą i podczas tego zajmowania się sobą to, co jest wokół nas ginie. A nas coraz mniej to obchodzi. Jak znaleźć w tym równowagę, wyczucie i rozpoznać kiedy to zajmowanie się sobą jest masowaniem własnego ego, a kiedy służy całemu światu, w tym dzikiej przyrodzie? Tanna: Myślę, że odpowiedź jest w poszukiwaniach głębokiej ekologii. Skoro jesteśmy integralną częścią przyrody, to naszym zadaniem jest poczucie głębokiej więzi z naturą. Możemy to zrobić wyłącznie poprzez siebie, wykorzystując medytację, modlitwę, czy jakiś rodzaj introspekcji, To docieranie do wspólnego źródła, do prawdziwej natury naszej rzeczywistości odbywa się tylko poprzez siebie, poprzez własną świadomość, własne serce i duszę, więc dla mnie nie ma innej drogi do natury jak poprzez rzeczywiste otwieranie bram własnego umysłu, rozszerzanie serca i obejmowanie całości. Natomiast rozumiem też to niebezpieczeństwo, bo jeżeli kończy się ten proces wyłącznie na narcystycznym przeglądaniu się w sobie, to wtedy następuje separacja, to wtedy jesteśmy w swoim zachwycie sobą odrębni. Narcyz przeglądając się w małym oczku wodnym widział tylko swoje odbicie, nie widział natomiast tego wszystkiego, co również odbijało się w tym oczku - nie widział całego bogactwa natury; nie widział źródła. R.K.: A jak w tym procesie odkrywania w sobie swojej prawdziwej natury może pomóc kontakt z dziką przyrodą? Czy możemy to robić w oderwaniu od przyrodniczego kontekstu? Tanna: Nic nie możemy robić w oderwaniu od niczego (śmiech). Ponieważ jesteśmy wszyscy ze wszystkim powiązani. Jak mówią Indianie, czy jak mówią właściwie wszystkie tradycje duchowe jesteśmy wszyscy połączeni siecią subtelnych energii. Indianie mówią o tym w ten sposób, że to Kobieta - Pająk przędzie nić naszego życia, w tradycji hinduskiej jest Bóg Indra, który widzi wszechświat jako sieć energii, a na każdym złączu sieci jest jeden świecący diament. Wszystkie ścianki tego diamentu odbijają wszystkie inne diamenty, w związku z tym istniejemy dzięki wzajemnym odzwierciedleniom. Nie istniejemy w oderwaniu, więc dopiero odzyskanie tego brakującego ogniwa świadomości, którym jest głęboka więź i połączenie, pozwala nam odnaleźć i otworzyć się na Całość. Joanna Rychter: Czy jest to niezbędne, żeby w tym procesie własnego rozwoju, o którym mówisz pójść do lasu i dotknąć drzewa, tak namacalnie, bezpośrednio. Czy potrzebujemy bezpośredniego kontaktu z naturą? Tanna: Wglądu, że jesteśmy połączeni możemy doznać w czterech ścianach. Ponieważ cztery ściany, to nic innego, jak pustka ujęta w ramy (tak jak wszystko w czym istniejemy), ale bardzo pomocny jest bezpośredni kontakt z Ziemią, ze wszystkimi żywiołami. Wtedy właśnie jest ten bezpośredni przepływ energii, bezpośrednie zanurzenie w energię żywiołów; jakby taniec z żywiołami. W związku z tym takie doświadczenie transpersonalne, czy duchowe jest bardziej dojmujące czy głębokie, kiedy mamy bezpośredni kontakt z przestrzenią natury. Leszek Albert: Czy słowo natura też obejmuje miasto? Czy w mieście też można odkryć dzikość? Tanna: Pewnie można, tylko jest trudniej. Miasta stworzyliśmy przecież dla poczucia bezpieczeństwa, po to by obwarować kawałek terytorium murami i poczuć się bezpiecznie we własnej klatce domu, szkoły, samochodu, itd. Trudniej jest to zrobić oczywiście w mieście. Tak jak śpiewa Kofta "Pamiętajcie o ogrodach...czy tak trudno być poetą, żar epoki nie użyczy wam chłodu, tylko kamień, tylko beton". Trudniej do Matki Ziemi dotrzeć żyjąc w mieście. Mnie jest trudniej w mieście i dlatego często w takim miejscu patrzę na drzewa i w niebo, bo to daje mi poczucie łączności z naturą. R.K.: Po co my usilnie i notorycznie musimy zabiegać o poczucie bezpieczeństwa? Czego my się tak ciągle boimy, tworząc świat, który nas tym bardziej oddziela od tego, co naturalne? Tanna: Boimy się nieznanego, boimy się żywiołów, boimy się nieprzewidywalnego, boimy się tego, co utraciliśmy. Utraciliśmy poczucie sacrum. Wyszliśmy z domeny sacrum, porzucając głęboką świadomość łączności. Odeszliśmy z sacrum dążąc do autonomii i niezależności, uciekając, czy wyzwalając się od Ziemi, od bogów, od całej tej archetypowej warstwy świętości i teraz jesteśmy bardziej wyzuci czegoś niż spełnieni. W Los Angeles podczas ogromnego pożaru wszystkie domy na zboczach gór najzamożniejszych ludzi płonęły. I ci ludzie, którzy chcieli mieć poczucie panowania nad światem, arogancji, wyższości - ci ludzie stracili swoje domy. Zbudowali to miasto na uskoku tektonicznym, więc ciągle grozi im trzęsienie ziemi, ale ta potrzeba panowania nad naturą, ujęcia jej w beton, żeby nie pozwolić żywiołom zawładnąć ich życiem, jest ciągle bardzo silna. Kilka lat później była ogromna powódź i zwały błota zalewały odbudowane domy tych samych bogaczy. Ci ludzie w swojej arogancji i głupocie chcą przyrodę jakoś zgnieść i uczynić ją sobie poddaną, co jest pierworodnym grzechem człowieka. Piotr Skubała: Chciałem zapytać o stosunek do głębokiej ekologii. Czy jesteś biocentrystką, czy patrzysz na każde życie jako na tak samo ważne, czy to jest ten najwłaściwszy sposób widzenia, czy może patrzysz z pozycji humanizmu ekologicznego, w którym człowiek jest istotą wyższą, jest opiekunem, kapłanem świątyni przyrody? Tanna: Jak mówi Duchowa Starszyzna Ziemi, jesteśmy tutaj po to, uzyskaliśmy świadomość nie po to, by czynić sobie Ziemię poddaną, tylko po to by jej służyć i przetrwać razem z nią. Każde życie jest równie ważne i cenne, a człowiek po to jest obdarzony świadomością, by wszechświat mógł rozumieć siebie poprzez tę świadomość. Jest to świadomość planetarna, jest to świadomość, która powinna sprzyjać życiu, a nie je niszczyć. Dlatego jestem za kulturą holistyczną, która ceni życie we wszystkich jego przejawach. R.K.: A czy mogłabyś wyjaśnić, co to znaczy Duchowa Starszyzna Ziemi? Tanna: Duchowa Starszyzna Ziemi, to przede wszystkim przedstawiciele rdzennych mieszkańców obu Ameryk. Oni zostali powołani do tego, by się Ziemią opiekować. Starszyzna, patrząc na duchy czasów, ma podejmować działania przywracające harmonię i równowagę Matki Ziemi, przywracające wibracje, które są niezbędne do tego, by utrzymać harmonię. Ci ludzie widzą, że poprzez konflikty zbrojne, poprzez kryzys ekologiczny, czakry Ziemi są zapchane straszliwą ilością ludzkiego strachu i cierpienia. To trzeba oczyścić, dlatego, że Ziemia strasznie cierpi, nie mówiąc już o tym, że jest bez przerwy golona, wyjaławiana, pustoszona. Oni apelują o przywrócenie duchowości Ziemi, naszych związków z Ziemią. Tak jak powiedział jeden z moich nauczycieli duchowych David Thomson "minęło 500 lat milczenia Indiańskich mędrców i teraz oni zabrali głos, żeby ratować Ziemię". Ich wiedza jest ponadplemienna, jest to wiedza wszystkich mędrców i nauczycieli duchowych, którzy widzą, co się z Ziemią i ludźmi dzieje i stąd ta potrzeba odzyskania ogniwa świadomości, które łączy nas z całością. J.R.: Jeżeli jest tak, że wszystkie podziały są sztuczne i są wytworami naszego umysłu, to zastanawiam się czy podział na świat ludzki i na dziką przyrodę też nie jest sztuczny. Czy to nie jest jednak jedno? Tanna: To jest jedno. Ale z drugiej strony trzeba powiedzieć, że to, że człowiek niszczy Ziemię nie wynika z jego poczucia jedności, tylko z jego poczucia oddzielenia. Podział na świat ludzki i naturalny nie jest więc moim wymysłem tylko jest wytworem umysłu człowieka, który popełnia błąd ignorancji, niewiedzy i arogancji. Rabin Kcharleba powiedział kiedyś w Warszawie: "wiecie kochani przyjaciele, dlaczego ten świat nam się wali? Bo budowali go ludzie, którym się wydawało, że wiedzą, a teraz my, którzy wiemy, że nie wiemy, musimy skleić ten świat naszą modlitwą i łzami". Rabin mówi tutaj o pokorze, mówi o powrocie do takiego miejsca, w którym potrzebne jest nasze scalanie świata, a nie rozrywanie go, czy rozdzielanie. P.S.: Jaki jest Twój stosunek do aktywnych form ochrony przyrody. Pracownia w swojej działalności odwołuje się do akcji bezpośrednich. Wprawdzie nie możemy tych działań nazwać ekoterroryzmem, to jednak są one radykalne. Czy w obecnej sytuacji, kiedy zagrożeń jest tak wiele i jesteśmy już może blisko jakiejś krawędzi, mam na myśli tutaj zniszczenie życia i eliminację naszej cywilizacji, patrzysz przyjaznym okiem na tych, którzy w aktywny sposób bronią Ziemi? Tanna: Tak. Generalnie nie jestem za stosowaniem przemocy, ale w pewnych sytuacjach trzeba być wojownikiem, który wprost się konfrontuje z zagrożeniem i stawia mu czoła. Ja rozróżniam tutaj wojowników cienia i wojowników światła. Wojownicy cienia robią coś ze złości, nienawiści czy chęci odwetu. Czerpią ze swojego zranienia i biorą odwet pod pretekstem jakiegoś dążenia do celu. Działają z pozycji siły, agresji. Natomiast wojownik światła działa świadomie i mądrze w sytuacjach, które ocenia realistycznie - w tych sytuacjach stawienie czoła jest jedynym sposobem działania. Wojownik światła jest człowiekiem o rozbrojonym sercu i działa z pozycji miłości. R.K.: Jeżeli w ruchu ekologicznym znajdują się jacyś wojownicy cienia, czy masz dla nich jakąś sugestię albo czy można im coś zaproponować, co przemieni ich z wojowników cienia w wojowników światła? Tanna: Po pierwsze muszą uzyskać świadomość, z jakiego miejsca w sobie działają. Jeżeli chcą i uzyskują w końcu taką świadomość, to następnie mogą pracować nad transformacją tych impulsów agresywnych i odwetowych w działania twórcze. To jest bardzo trudny proces, to musi być świadomy proces i musi być przez kogoś wspierany. To nie jest tak, że ktoś sam może sobie poradzić z takimi emocjami i impulsami. One są niezwykle silne i mogą być niezwykle destrukcyjne. Żeby dokonać takiej wewnętrznej transformacji, naprawdę trzeba spotkać w sobie conajmniej dwie postaci: ofiarę, z której się wyrosło i oprawcę. W gruncie rzeczy ofiara i oprawca wyrastają z tego samego korzenia: z upokorzenia, z odrzucenia, z przemocy doznawanej w dzieciństwie, z poczucia niższej wartości. Z ofiary rodzi się w nas kat; ofiara hoduje kata w sobie. Ten kat reaguje na świat z pozycji zemsty, ale żeby to głęboko zrozumieć, że się wyrasta z pozycji ofiary, to trzeba uznać w sobie słabość, bezradność i zranienie. Niestety ludzie, którzy odcięli od siebie ofiarę nie chcą odczuwać starej rany, chcą tylko walczyć w słusznej sprawie. R.K.: Tak, w ruchu ekologicznym może być sporo takich osób, które leczą swoje własne kompleksy w walce o słuszną sprawę. Ale leczą rzekomo, bo to chyba nie jest właściwa droga. Wikłanie się w rolę teraz już kata albo jeszcze ofiary, bo też takie sytuacje się zdarzają, jest powielaniem starego schematu i tkwieniem w traumie z przeszłości. Tanna: Również narażanie się i prowokowanie tej traumy. R.K.: Poszukiwaniem ciągle nowych dowodów na to, że świat na tym polega, że trzeba walczyć i albo się jest przegranym albo wygranym. Tanna: Ten makabryczny taniec między ofiarami i oprawcami toczy się w całym świecie i toczy się bez przerwy. Oprawcy i ofiary zamieniają się ciągle rolami. Był atak na Centrum Światowego Handlu - Amerykanie byli ofiarami, a za chwilę już byli oprawcami. Za jakiś czas znowu te role mogą się odwrócić. Tak naprawdę terrorysta, to jest ta część nas, która jest odrzucana; to jest odrzucana ofiara w nas. To jest coś, czego nie chcemy w sobie rozpoznać, jako części upokorzonej i cierpiącej, dlatego też potem projektujemy ją na świat. Dopóki nie dokonamy pojednania we własnym sercu, we własnej świadomości, to będziemy ciągle projektować te części na innych, widząc w tych innych oprawców, a siebie spostrzegając jako niewinną ofiarę. To zaiste koszmarny taniec. R.K.: Obserwując świat można wyciągnąć taki wniosek, że może większość z nas powinna pójść do psychoterapeutów. Jak mówisz, trudno to samemu uleczyć, potrzebujemy jakiegoś przewodnika. Czy naprawę świata możemy upatrywać tylko w takim procesie? Czy są też jakieś inne sposoby? Tanna: Są inne sposoby. Arne Mindell prowadzi warsztaty "Praca ze światem", gdzie różne grupy będące ze sobą w konflikcie spotykają się i wyrażają swoje krzywdy, żale nienawiść i cierpienie. Druga strona tego wysłuchuje i wtedy, gdy jest się wysłuchanym można zrozumieć przeciwnika, można z nim współodczuwać. Dopóki tego nie ma, człowiek jest zacięty w żalu w gniewie, we wściekłości - zachowuje urazy w sercu. Jeżeli pracujemy z ludźmi w konflikcie, to może dokonać się cudowna alchemia łączenia przeciwieństw: czarne z białym, Polacy - Żydzi. Z tego stopu przeciwieństw może wyłonić się jakaś nowa jakość pojednania. Dopóki jednak nie ma tej konfrontacji, tego spotkania, to nic nie może się wydarzyć. Ludzie są po obu stronach barykady i ostrzeliwują się zza stosu trupów, który ciągle rośnie. J.R.: A jak stworzyć atmosferę, czy skłonić ludzi do słuchania? Te strony nie mają często gotowości do wysłuchania się wzajemnie. Chcą mówić, ale nie pozostaje już miejsca na słuchanie. Tanna: Ludzi się nie zmusi do słuchania. Tylko wtedy, gdy odczują dobroczynne skutki słuchania, to może się coś zmienić. Na przykład M. Rosenberg pracuje nad koncepcją porozumienia bez przemocy. Uważa on, że człowiek może mówić językiem żyrafy. Żyrafa ma największe serce i jest symbolem dobroci i mądrości serca. Szakal zaś jest tym, który szczeka i mówi językiem przemocy. Jeżeli więc żyrafa słucha uchem żyrafy, to słyszy, że szakal złorzeczy, dlatego, że jest zraniony. Jest wściekły, bo jest zraniony i jeżeli żyrafa usłyszy to zranienie kryjące się za szczekaniem, to wtedy jest w stanie zupełnie inaczej go przyjąć. Nie czuje się osobiście zraniona czy urażona. L.A.: Chciałem jeszcze wrócić na moment do tematu własnej pracy. Mam taką myśl, że ważniejszy nie jest udział w bezpośrednich akcjach, tylko zrobienie czegoś ze sobą, żeby uporządkować się w sobie, a nie próbować robić tego na zewnątrz. Jak to widzisz, co jest ważniejsze, praktyka duchowa nad własnym oddzieleniem od natury, czy udział w akcji bezpośredniej np. w obronie Tatr? Tanna: To jest trudny dylemat. Jeżeli człowiek działa z pozycji cienia i przemocy czy odwetu, to napędza się więcej złej karmy, to w dłuższej perspektywie proces niszczenia będzie się posuwał. Im więcej ludzi działa z takiej pozycji, tym jest więcej cierpienia w świecie. Trzeba pamiętać, że jeżeli się walczy z nienawiścią, to się wzbudza nienawiść. Jeżeli się działa z pozycji walki, to wzbudza się bardzo silną opozycję. Wtedy podziały stają się jeszcze ostrzejsze i każda granica staje się linią frontu. Lepiej byłoby, gdyby więcej ludzi uświadomiło sobie z jakiej pozycji walczy, niż żeby ślepo walczyło i zostawiło swój rozwój na boku. Tak można zostawiać tą własną praktykę na boku w nieskończoność. Zawsze bowiem jest coś do zrobienia w świecie zewnętrznym. Ten pretekst, to ciśnienie walki jest bardzo mocno uzasadnione poczuciem, że walczy się w słusznej sprawie. Wtedy własna praktyka schodzi na drugi plan. J.R.: Nasuwa się tutaj pytanie, o co my tak naprawdę walczymy. O tym mówił Piotr, że przyroda da sobie świetnie radę bez nas. To nie jest tak, że jak my nie obronimy przyrody, to ona zginie. Prawdopodobnie najpierw zginiemy my - ludzie. Czy my bardziej chronimy siebie, własne poczucie dzikiej przyrody, własne oczekiwania co do tego, jaki świat powinien być, czy bardziej chronimy przyrodę? A jeśli tak, to czy przyroda tak naprawdę wymaga takiej ochrony? Tanna: Nie wiem z jakich motywacji ludzie to robią. Nie wiem czy można tutaj generalizować, ale wydaje mi się, że ludzie to robią pod pretekstem, żeby chronić dziką przyrodę. Czy robimy to dla siebie? Pewnie tak. Ale ta idea daje niezwykłe poczucie sensu swojego życia. Kiedy walczę o coś w słusznej sprawie, kiedy mam jasny cel, to daje poczucie tożsamości, przynależności. W końcu wszystkie grupy radykalne łączy wspólna idea i poczucie przynależności. R.K.: Na zakończenie, co chciałabyś powiedzieć ekologom, czy chciałabyś nam dać jakieś przesłanie? Tanna: Nasuwa mi się, żeby ekolodzy zaopiekowali się swoim sercem. Jeżeli chcą czuć pojednanie z przyrodą, to najpierw niech poczują pojednanie ze sobą, we własnym sercu. Bo rzeczywiście jest tak, że świat jest lustrem naszej świadomości. I dopóki nie staniemy przed tym lustrem, przed własną świadomością, to świat będzie w rozsypce. Albo będzie się nam wydawało, że jest w rozsypce. Będziemy go oglądali jako obraz odbijający się w odpryskach zbitego lustra. To odbicie zawsze wtedy będzie trochę straszne, trochę śmieszne, jak w krzywym zwierciadle. Dopóki nie scalimy tej świadomości, nie uczynimy z niej jasnego lustra, ten świat zawsze będzie się odbijał jako horrendalny. Zatem popracujmy nad swoją świadomością, nad swoim sercem, po to, by uzyskać poczucie scalenia i jedności. Tanna Jakubowicz - Mount Ryszard Kulik Joanna Rychter Piotr Subała Leszek Albert |
| Index :: Print :: E-mail |
